Na pierwszy z wakacyjnych rajdów wybraliśmy się tam, gdzie zawsze miło się przyjeżdża, przyjemnie zaczyna i… jeszcze przyjemniej kończy! Gospodarzem etapu dolnośląskiego już po raz 5. było malowniczo położone w sercu Sudetów Wałbrzyskich Miasto Boguszów-Gorce. Zawsze gościnne i z fachowym wsparciem od zaprawionego w bojach miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji – a przy tym na zielonej trawce i w cieniu zabytkowych murów Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 1. Tym razem dopisała również pogoda, a warunki do rowerowej zabawy były wręcz znakomite (słonecznie, ale nie upalnie – a na chwile relaksu pozwalał lekki wiaterek i przemykające po niebie chmurki).
Brzmi jak scenariusz idealny? No prawie! Bo czasem to co jest dobre dla jednego – niekoniecznie musi takie być dla drugiego ;) Z naprzemiennie ostrym światłem, półcieniami i leśnym mrokiem jak mrówka musiał uwijać się Fotograf – ale jak już wiecie po zdjęciach, z postawionego zadania wywiązał się bez zarzutu. Druga sprawa, że z początku nie bardzo mieliśmy kogo fotografować, ponieważ korzystając z ukształtowania terenu wszyscy Uczestnicy wystrzelili do przodu jak z procy!… Tak to już jest, gdy się startuje spod najwyżej położonego Rynku i Ratusza w Polsce. Bo chociaż podczas tych 5 dotychczasowych wizyt trasa zawsze nieco się różniła, to scenariusz bazowy wyglądał podobnie – pierwsze 40-50 km lekko, żwawo i przyjemnie (i do tego zazwyczaj BARDZO szybko!), a schody zaczynały się dopiero gdzieś po bufecie…
I tak oto pierwszych Frajdowiczów dogoniliśmy dopiero na wysokości Czarnego Boru. Najpierw tych nastawionych wybitnie rekreacyjnie (z liczną reprezentacją wesolutko kręcących Pań i ambitnie próbujących dotrzymać im koła Panów) – a z upływem czasu też i tych bardziej zadziornych oraz pełnych rajdowego animuszu. Kolarzom i kolarkom mknącym doliną u podnóży Trójgarbu czas mijał sielankowo, a sporadyczne hopki zdawały się nie sprawiać najmniejszych trudności. No może poza tą do Cieszowa, za którą niejako w uznaniu włożonego wysiłku ukazała się piękna panorama ukoronowana Zamkiem Książ (swoją drogą ciekawe, czy ktoś go w ogóle dostrzegł zza okrytych potem powiek!). W każdym razie do umiejscowionego po 50 km bufetu bez problemu zapełniliśmy Waszymi zdjęciami jedną kartę pamięci – mimo iż Szybkościowcy, a także część Zapalonych Frajdowców oraz Podróżników wciąż była przed nami (czas dojazdu na bufet mieliśmy podobny – w granicach 1h15 – 1h20…!)
I wtedy wreszcie zaczęły się wspomniane „schody” – a wraz z nimi sudeckie „żniwa”! To co wcześniej było widać głównie „z dystansu” – wreszcie znalazło się pod kołami, reguły gry nieco się pozmieniały, a zabawa rozkręciła zupełnie na nowo :) Pierwszy czy drugi podjazd to jeszcze weszły rozpędem (Modliszów i Dziećmorowice), ale na kolejnych siły potrafiły gwałtownie odpłynąć i dla niektórych rozpoczęła się nieoczekiwana walka o przetrwanie. Na szczęście było co oglądać, bo okolica jest urzekająco zielona, a rysujące się w bliższej i dalszej perspektywie łagodne wzgórza działają uspokajająco. Można było wyrównać oddech i tempo, a nawet bez pośpiechu otworzyć do kogoś usta i pogłębić zawarte wcześniej znajomości. Po drugie „naSzczęście” – kto uporał się z najstromszymi na trasie okolicami Walimia to może jeszcze nie miał z górki, ale te bliższe końcowi podjazdy miał już wyraźnie łatwiejsze (np. perełka pod Rybnicę Leśną czy dalej w przepięknej scenerii w kierunku Unisławia Śląskiego).
Mały wyjątek w tej układance również i tym razem stanowił zupełnie już ostatni, króciutki-malutki podjazd na metę w Boguszowie-Gorcach (po pięknym historycznym bruku i o całkiem rzeczowym nachyleniu). Jedni mówią że to na dobicie – inni że na odarcie ze złudzeń i kolarskiej godności. Bo przez ostatnie 250m wszyscy wokół patrzą, krzyczą, dopingują – a nogi za żadne skarby nie chcą kręcić nic szybciej… Pozostaje się uśmiechnąć i stękając cichutko w myślach i nie tylko – powolutku piąć w górę aż do finiszowej kreski (choć niektórzy postanowili po raz ostatni tego dnia zacisnąć mocniej zęby i dać upust sportowym ambicjom) Natomiast za linią mety to już chyba wszyscy bez wyjątku puszczali korby z poczuciem ulgi, ale i ogromnej satysfakcji z pokonanej trasy!
Wszystkim Uczestnikom i Kibicom dziękujemy za wspólnie spędzoną sobotę i kolejne rajdowanie w Sudetach Wałbrzyskich. Gratulujemy Wam osiągniętych wyników i pobitych rekordów (bliższe szczegóły dotyczące sportowej rywalizacji można sprawdzić w tabeli poniżej
👇) – ale przede wszystkim ogromnych pokładów pozytywnej energii i stworzenia świetnej atmosfery, dzięki którym tak udanie będzie można wspominać ten dzień!
Serdeczne podziękowania składamy również naszym Gospodarzom, Partnerom i Patronom cyklu oraz wszystkim, którzy przyczynili się do powodzenia rajdu. Na słowa uznania i wdzięczności zasłużyli w szczególności:
=> Gospodarze Rajdu: Gmina Miasto Boguszów-Gorce, OSiR Boguszów-Gorce, Zespół Szkolno – Przedszkolny w Boguszowie-Gorcach
=> Partnerzy całego Cyklu: Carlsberg Polska (marki ŻATECKY i SOMERSBY), MJProTour – wyjazdy i treningi kolarskie, GOG Eyewear, Dandy Horse Wheels, Na Osi – Trening & Dietetyka, Deli Tire Polska, Sport Konsulting / POLAR Polska, EKOI Polska oraz VeloPlanner
=> a także Patroni: Ministerstwo Sportu i Turystyki, Polska Organizacja Turystyczna oraz Samorząd Województwa Dolnośląskiego



















































































































































































