Podkarpacko-małopolska seria rajdów zawsze ma swoją wyjątkową moc i dodatkowo rozpala wyobraźnię. Etapy te należą do najbardziej wymagających w całej edycji, a dodatkową nagrodą za litry wylanego na asfalt potu są malownicze drogi i przepiękne krajobrazy! Tym bardziej martwimy się, jeśli zapowiadane jest załamanie pogody….
Podobnie jak w zeszłym roku niekorzystne prognozy wystraszyły nam spore grono zapisanych na Pogórze Strzyżowskie, a jeszcze kilka osób postanowiło zrezygnować tuż przed startem. I podobnie jak w zeszłym roku – te najbardziej ponure scenariusze na szczęście się nie sprawdziły :) Co prawda Podróżnikom solidnie lunęło ledwie 2 minuty po odjeździe, a podczas odprawy dystansu sportowego i rekreacyjnego kryliśmy się w specjalnie rozłożonym na tę okoliczność tunelu (w zasadzie to mogliśmy się przenieść do znajdującego się właśnie w Strzyżowie jedynego takiego schronu kolejowego w Polsce ;) ) – ale po kilkunastu minutach przestało padać na dobre. A że mimo zachmurzenia było całkiem ciepło, to ci którzy pod pierwszą górską premię szczególnie się nie spieszyli – z Bonarówki zjeżdżali już po częściowo przeschniętym asfalcie!
Z kolei ci, którym spieszyło się nieco bardziej najwyraźniej za nic mieli mokre warunki i mknęli przed siebie tak żwawo, że musieliśmy nieźle naskracać drogi, by dogonić ich samochodem! W grupie Szybkościowców już na pierwszych kilometrach z wdziękiem niebiańskiej rusałki pod górę pofrunęły dwa Bianchi celeste. Podobno ktoś niby próbował je gonić, ale ktoś inny przytomnie go powstrzymał. Faktem jest, że Mateusz i Janusz pojawili się w wybornej formie i kręcili z kosmiczną wręcz lekkością. O podstępności tutejszych pagóreczków miał okazję przekonać się m.in. liderujący w „generalce” Rafał, który do osiągnięcia takiego przewyższenia w swoim macierzystym Radomsku potrzebowałby pewnie miesiąca jazdy. Na szczęście nie został pozostawiony wilkom na pożarcie, tylko przez większość trasy zawzięcie zasuwał w czteroosobowej grupce, która co prawda nie przetrwała całego dystansu, ale za to na finiszowej kresce wszyscy sobie wzajemnie kibicowali i gratulowali. Na dalszych miejscach sytuacja wyglądała podobnie – póki sił starczyło, to grupki jechały razem – ale im bliżej mety, tym odległości między zawodnikami rosły. W miarę możliwości zgodnie jechali też Podróżnicy (tu także prowadzący Sławek i Marcin niemal całe 180 km przejechali wspólnie) i oczywiście uczestnicy dystansu rekreacyjnego, którym – wbrew nazwie – wcale łatwo nie było.
Mimo autentycznego cierpienia dobre humory nie opuszczały nikogo, o czym przekonaliśmy się dobitnie ustawiając z aparatem i kamerką na „ściance bólu” pod ruinami Zamku Kamieniec w Korczynie (na potwierdzenie tych słów udostępnimy Wam później wersję filmiku z podkładem tekstowym, a nie muzycznym). Natomiast podejrzewamy, że w ukończeniu rajdu paradoksalnie pomogła niektórym właśnie kapryśna aura, albowiem przy większym nasłonecznieniu pewnie nie każdy byłby chętny po dobroci opuścić przyjemnie zacienione pasaże Zespołu Parkowo-Dworskiego w Wiśniowej, gdzie zlokalizowane były wszystkie pit-stopy. W takich okolicznościach frajdowanie przebiegło w wyjątkowej komitywie i wesołej atmosferze, a każdy dobrze zdawał sobie sprawę, że ułańskie szarże prędzej skończą się „kolarską bombą” niż przyniosą jakikolwiek pożytek. Zresztą w kontekście sportowej rywalizacji (zgodnie zresztą z zapowiedzią), to w zasadzie cały dystans można było przejechać wspólnie, a kolejność ustalić na finałowym podjeździe – i wyniki pewnie by się pokryły :) Te końcowe 2.700m mocno zapada w pamięć i strasznie kopie po zmęczonych już łydkach. Chociaż średnie nachylenie nie budzi grozy (bo w środku i pod koniec są dwa wyraźne wypłaszczenia), to gradient zwłaszcza na początku stawia do pionu nawet najbardziej rącze antylopy, a tym bardziej zmęczonym pozostaje maszerować „z buta”. Jak na rajd po pagórkach przystało!
(zainteresowanych szczegółami sportowej rywalizacji odsyłamy do tabeli z kompletem wyników, którą zamieszczamy poniżej )
Wszystkim startującym gratulujemy fantastycznej postawy oraz osiągniętych wyników Dziękujemy za wspólnie spędzoną sobotę i świetną zabawę oraz za rozsądną jazdę w tych dosyć trudnych warunkach
Natomiast za wsparcie przy organizacji chcieliśmy złożyć serdeczne podziękowania:
Gospodarzom Rajdu: Powiat Strzyżowski, Gmina Strzyżów, Centrum Sportu, Turystyki i Rekreacji w Strzyżowie, Dom Kultury „Sokół” w Strzyżowie oraz (a może przede wszystkim) Powiatowe Centrum Kultury i Turystyki w Wiśniowej;
oraz Partnerom Cyklu: SALCO Therapy, Carlsberg Polska (marki KARMI i SOMERSBY), Radello Sport (marki Sportsbalm i Dextro Energy), Deli Tire Polska, MARTOMBIKE oraz GOG Eyewear
Agnieszka Hnatio fotografia
(dziękujemy!)





























































































































