GPA świętokrzyskie – Sandomierz, 10 lipca 2021


Pierwszy iście wakacyjny rajd przypadł nam na Ziemię Świętokrzyską. Bramy przed kolarzami i kolarkami otworzył Sandomierz, a w swoje gościnne progi zaprosiła wyżyna kielecko-sandomierska 🤗. Z pozoru było to zaproszenie bardzo miłe i nieszczególnie wymagające – nawet bardziej wnikliwe prześledzenie profilu trasy nie budziło specjalnych obaw, a tylko najbardziej podejrzliwi zadawali pytanie: „skoro jest tak płasko, to skąd 1.400m łącznego przewyższenia…?”. Odpowiedź na to pytanie nadeszła ledwie kilka kilometrów po starcie, choć nogi usłyszały ją jeszcze z pewnym opóźnieniem 😉

U stóp Starego Miasta, na okazałym i tętniącym rekreacyjnymi aktywnościami Bulwarze Piłsudskiego, ponad setkę Uczestników przywitał Burmistrz Sandomierza Marcin Marzec, który na rozpoczęcie naszej zabawy dojechał oczywiście rowerem. Przy kolejnej wizycie chyba nie pozostawimy Gospodarzowi wyboru – i na trasę zabierzemy go ze sobą! Tym bardziej, że „tuż za rogiem” rozpoczyna się sunący wzdłuż Wisły zupełnie bezstresowy szlak wśród jabłoni, którym można przejechać kilkanaście kilometrów w kierunku Koprzywnicy. Tak też postąpili o 9 rano startujący na Trasie Podróżniczej – jednak wszyscy pozostali „wytrzymali” tam tylko kilka minut, po czym sprytnym łącznikiem przeskoczyli „wgłąb lądu”. Tam już tak płasko nie było – i na jaw wyszła nieskrywana zresztą „tajemnica” rajdu. Otóż próżno było szukać na wykresie wzniesień, bo cóż to jest kilkanaście czy kilkadziesiąt metrów „pionu”. Rzecz w tym, że droga wiedzie naprzemiennie raz w górę, raz w dół – a nachylenie sięga przeważnie ok. 6%. W mocniejszych grupach podjazdy szły rozpędem, czyli pełnym gazem aż po sam czubek. Tempo dzięki temu było wysokie, ale „dokręcanie końcówek” za każdym razem kosztowało niemało siły. Im dalej w peletonie, tym dynamika pokonywania wzniesień słabła – a to ostatnie 200m podjeżdżane było na stojąco, a to ostanie 100m już na małej tarczy, a to na samą końcóweczkę język wychodził na wierzch, a prędkość spadała do 10-12 km/h – i tak dosłownie co chwilę 🤪

W połowie dystansu zaczęło się wypłaszczać, a na uspokojenie oddechu pozwolił zwłaszcza odcinek przed pit-stopem, czyli z Iwanisk do Baćkowic. Ku radości zgromadzonych był to tylko stan przejściowy, bo jeszcze wszystkie bufetowe minerały nie zdążyły się dobrze wchłonąć, a na trasie wyrósł punkt najwyższy, czyli leżąca na 406mnpm „przełęcz” Karczmarka, charakteryzująca się bardzo fajnym i dynamicznym… zjazdem. Kolejną okazją na rozciąganie peletonów był chyba jedyny w okolicy podjazd z tak rozległą panoramą, schowany gdzieś na uboczu niewielkiej gminy Sadowie dysponującej siatką niezwykle malowniczych dróg i dróżek. W obliczu wyrastających tu i ówdzie trudności jedne grupki jechały zgodnie razem, a w innych dochodziło do okazjonalnych pęknięć i naderwań. Sposobności do odjazdu szukali zwłaszcza ci najszybsi, ale kluczem do sukcesu tego dnia była czujność i cierpliwość. 🤠

Decydująca dla losów sportowej rywalizacji okazała się sztywna mikrościanka pod warowną parafię św. Idziego w Ptkanowie, które to miejsce jest tak niecodzienne, jak i jego nazwa (ni to gród, ni kamienne zamczysko – a tak naprawdę otoczone imponującym murem kościół i cmentarz, które stoją samotnie na stromym pagórku). I choć stamtąd do finałowej kreski pozostawało jeszcze 30 wciąż pofalowanych kilometrów, to niemal w każdej grupie właśnie Ptkanów okazał się Świątynią Prawdy. Gdyby po tych wszystkich atrakcjach i niespodziankach wciąż miała jechać większa grupa, to na finisz prowadził jeden z dłuższych tego dnia podjazdów – niezbyt stromy, w pierwszej części prowadzący mrocznym lessowym wąwozem, u góry przechodzący ponownie w sady i otwartą przestrzeń ze świetną widocznością. Nic nadzwyczajnego nam z tej ekspozycji jednak nie przyszło, bo niemal każdy postanowił linię mety przeciąć pojedynczo lub co najwyżej w przyjacielskim uścisku z towarzyszem niedoli 😉

Na trasie Sportowej jako pierwszy zameldował się Dawid Nytko (Jodłówka-Wałki), jako drugi Mateusz Skarżyński (bikeBoard, Kraków), a jako trzeci Aleksander Wyszyński (Dar-Bud Team, Kietrz). Ponieważ jednak Aleksander śmiga już po zawodach z licencją (podobnie jak czwarty tego dnia Jakub Obitko), to pełnoprawne miejsce na podium zajął Przemysław Łoboda (Lublin) 🥇🥈🥉 Wśród Pań z dystansem najszybciej poradziła sobie Klaudia Kowalska (Siedliska), która ukończyła zabawę przed Kamilą Bujko (Warszawa) i Ewą Bryant (Wisła) – Panie wcześniej spotkały się już u nas na inauguracyjnym etapie w Beskidzie Śląskim 🏆🏅 U Podróżników też znane twarze, choćby właśnie z rajdów w Myślenicach czy Szczyrku. Po nieco mniejszych tym razem górkach z równie dużą radością najszybciej hasał Michał Kaczura (Kraków), drugi był Andrzej Olech (Kobylanka), a trzeci Stanisław Szczęsny (Krzepice) 🎖🏵🎁

Gromkie brawa bijemy jednak nie tylko laureatom i zwycięzcom, ale wszystkim którzy tego dnia stanęli na starcie i postanowili spędzić z nami wesoło dzień. Dziękujemy – i zapraszamy ponownie! 🙂👏👍

Za wsparcie przy organizacji składamy natomiast uprzejme podziękowania Gospodarzom wydarzenia (czyli Miastu Sandomierz, Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji oraz Powiatowi Sandomierskiemu), Partnerom całego Cyklu (sponsorowi nagrody głównej – FALCON Wheels, sponsorom nagród etapowych – GOG EyewearMartombikeDeli Tire i dostawcom “magicznych eliksirów” – ActivLabRadello) oraz Patronom (Ministerstwo SportuPolska Organizacja TurystycznaRowerem przez PolskęMagazyn bikeBoardVelonews.pl i Cykloturysta.pl).



Foto: Kamila fotografuje (+ kilka dodatkowych zdjęć „dla porządku”)