Jak na Boguszów-Gorce przystało – poranek przywitał nas wesoło i słonecznie. Można więc było na spokojnie przygotować się do startu, a stres opuścił nawet tych nieco zaniepokojonych czekającym wyzwaniem. Kto brał już udział w poprzednich edycjach doskonale zdawał sobie sprawę, na czym polega „trudność” przygotowanej rundy i dlaczego zapowiadana jest jako bardzo wymagająca (mimo, iż na „papierze” aż tak wiele na to nie wskazuje). Natomiast debiutanci trwali w nieświadomości zapewne nieco dłużej niż tylko do startowego gwizdka…
… rzeczona „trudność” polega bowiem m.in. na tym, że zaczyna się całkiem łatwo i przyjemnie – a póki nogi świeże, to tempo jazdy jest ponadprzeciętnie wysokie. Napotykane tu i ówdzie pomniejsze pagórki połykane są wręcz ekspresowo, a rozochocony organizm chce więcej i więcej. I oczywiście szybciej! Gdy jednak tenże organizm posiada pewne nazwijmy to „niedoskonałości” kondycyjne, wówczas pojawiające się przeszkody rosną w oczach, a dystans do mety wydłuża się nieproporcjonalnie… Po raz pierwszy „zadzwoniło” pewnie na Pustelniku, który gdyby nie mała sztajfa w środku wsi – tak naprawdę ciężko byłoby nazywać podjazdem. Droga wije się tam bowiem przepięknie lasem, ale nachylenie jest w zasadzie symboliczne. Niemniej – jak widać po zdjęciach – na początek wystarczyło! Podobnie rzecz się ma na odcinku do Świebodzic, który „jakoś tak niechcący” stał się żelaznym punktem naszego programu – potrafi być piekielnie szybki, ale głównie dla lubujących się w krótkich, interwałowych wzniesieniach. I choć od Świebodzic po Witoszów jest w zasadzie płasko, to my już akurat wiemy, że te interwały niebawem zaczną „wychodzić”. Dość powiedzieć, że odjeżdżając z bufetu nad Zalewem Komorowskim kilka osób uważniej przyglądało się swoim rumakom, bo… „przecież płasko – a bestia nie chce jechać!!”
Kto natomiast był „w gazie”, to pierwsze poważniejsze przeszkody odnotował dopiero za Witoszowem, po ok. 62 km. Tam gdzie, gdzie fantastyczną serpentyną i zupełnie nowym asfaltem przez 3,5km droga miarowo wznosi się do Modliszowa. Na tym etapie z przodu w zgodzie kręciła najmocniejsza szóstka, nieco dalej ok. 10 Zapaleńców, a także czwórka najmocniejszych Podróżników. Tak – to był sygnał, że skończyły się żarty, a zaczęły się schody! Wjazd na tamę nad jez. Bystrzyckim zawsze wywołuje emocje, ale kontynuacja pod Michałkową rozpala dodatkowo. Tam znów jest interwałowo – momentami niemal płasko (góra 2-3%), po czym trzyma 12-15%… by za chwilę puścić na 5-7%. Ostry zjazd do Walimia – i od razu w górę! Tym razem ze względu na zamknięte drogi odpuszczamy Rzeczkę i Rybnicę, ale dłuuuugi zjazd do Jugowic (a następnie wzdłuż Bystrzycy do Zagórza Śląskiego) „nie wróży dobrze”. I słusznie, bo wjazd na Palczyk jest równie podstępny jak cała runda – przez kilkaset metrów trzyma mocno, a później się wypłaszcza i sprawia wrażenie, że zaraz się skończy. Ale to płonne nadzieje, bo po chwili nachylenie rośnie, a podjazd liczy w sumie niemal 3km. A przecież do przejechania pozostaje jeszcze „podwójna” przełęcz Unisławska (podjazd z Wałbrzycha, zjazd do Unisławia Śl. – i podjazd z Unisławia) oraz nasza ulubiona, jedyna i niepowtarzalna finałowa ścianka w Boguszowie-Gorcach, wyłożona na ostatnich 250 metrach eleganckim brukiem!
W pobliżu kreski największym powodzeniem cieszą się przyjemnie chłodne chodnikowe płyty i ceglany mur oraz butle z H2O – pewnie dlatego, że na blisko 600mnpm. powietrze już jakby lekko rozrzedzone i dodatkowy tlen wchłania się znakomicie ;) Ciśnienie najwyraźniej przytyka też uszy, bo większość nie reaguje na ludzką mowę – a przecież to niemożliwe, by skurcze nóg wykrzywiały też trąbkę Eustachego! Tak po prawdzie każdy dał z siebie wszystko – i jeśli chodzi o zaangażowanie, to pierwszy krok w kierunku olimpiady został zrobiony!
W kontekście sportowej rywalizacji – po 2 latach dominacji „obcych” z odsieczą przybył pochodzący z tych okolic Zbigniew Szlufcik, który w ostatecznej rozgrywce okazał się szybszy od Łukasza Pękali (Poznań), czyli zwycięzcy z 2019 r. Podium uzupełnił Jacek Mikulski (Jelcz Laskowice) – i osiągnął cel, do którego zabrakło tak niewiele podczas zeszłorocznego startu. Po niemal pewne „złoto” pojechała natomiast Ewa Bryant (Wisła), która jako jedyna postanowiła zakręcić korbą na Dystansie Sportowym – wszystkie konkurentki wybrały tym razem Trasę Rekreacyjną. Osobną kartę historii zapisali Podróżnicy. Na wydłużonym do 172km dystansie udało im się odwiedzić jeszcze kilka atrakcji, jak choćby pętlę krzeszowsko-chełmską (z bardzo widokowym wjazdem na przełęcz pod Zielonką), ale przede wszystkim legendarną w tych rejonach Przełęcz Rędzińską. Faworytem w stawce był Marcin Mystkowski (Warszawa, Legion Serwis – najszybszy na etapie sportowym w 2020r.), a do końcowego sukcesu systematycznie przybliżał go każdy kolejny podjazd. Liderowi kroku najdłużej dotrzymywał Łukasz Franica (Kornowac, Ride For Karolina Cycling Club), a podium uzupełnił Sebastian Gruszka (Gdańsk, DlugiDystansRowerem.pl).
Tegoroczny etap w Sudetach Wałbrzyskich wszystkim udało się przejechać „na sucho”, a i nawet dekorację mogliśmy przeprowadzić na otwartym powietrzu. Jeszcze raz gratulujemy zwycięzcom i laureatom w rozmaitych kategoriach, ale również wszystkim, którzy podjęli wyzwanie zmierzenia się z przygotowaną trasą. Pozostajemy pod wrażeniem Waszej determinacji połączonej z iście frajdownym nastawieniem i dziękujemy za wspólną zabawę – do zobaczenia przy kolejnej okazji!
A za wsparcie przy organizacji składamy natomiast uprzejme podziękowania Gospodarzom wydarzenia (czyli Miastu Boguszów-Gorce), Partnerom całego Cyklu (sponsorowi nagrody głównej – FALCON Wheels, sponsorom nagród etapowych – GOG Eyewear, Martombike, Deli Tire i dostawcom “magicznych eliksirów” – ActivLab, Radello) oraz Patronom (Ministerstwo Sportu, Polska Organizacja Turystyczna, Rowerem przez Polskę, Magazyn bikeBoard, Velonews.pl i Cykloturysta.pl).