Siemiatycze



Idąc w ślad za Prawem Hydrologicznym, gdzie w preambule napisane jest “co Bug dzieli – człowiek niech nie połącza!” postanowiliśmy nasze nadbużańskie zmagania sprawiedliwie rozłożyć na dwa dni, czyli na Kresy-Floresy “północne” oraz “południowe”. Tym samym pierwszy akt podlaskiej sztuki rowerowej rozegrał się w województwie – a jakże – podlaskim!

Tatarskie wozy nad Kamionkowy Zalew w Siemiatyczach ciągnęły od wczesnych godzin rannych – w końcu trasa miała należeć do najkrótszych i najszybszych w całej edycji, głupio więc byłoby się spóźnić. Tym bardziej ze stolicy – zarówno z tej ciut odleglejszej (Warszawa), jak i z tej ciut bardziej lokalnej (Białystok). Ruch w regionie na szczęście jest umiarkowany bądź niewielki, z czego skwapliwie korzystamy najpierw jako kierowcy, a następnie jako rowerzyści.

Chętnych do startu zebrało się równo 90, więc w 6 zwartych grupach zgodnie i pogodnie wyruszali na kojąco malowniczą i niezbyt trudną trasę. Tradycyjnie już w tych stronach – nikomu szczególnie się nie spieszyło, ale łagodne i lekko rozpędzające ukształtowanie terenu oraz korzystne warunki sprawiają, że na licznikach przeważnie wyświetlało się tak pomiędzy 30 a 40 km/h. Co jednak ważniejsze – nad rytmicznie kręcącymi grupkami unosił się wesoły nastrój, a na twarzach gościło mnóstwo radości. Nie ma się co dziwić, wszak “trasa siemiatycka” z łatwością spełnia większość “frajdownych wymogów”. Oprócz walorów krajobrazowych, kulturowych czy historycznych, bardzo udanie godzi bowiem “klasę dróg” ze “świętym spokojem”. Nie żeby ruchu samochodowego nie było wcale (zwłaszcza na niespełna 30-kilometrowym odcinku drogi wojewódzkiej w kierunku Kleszczeli), ale mimo wszystko jest to bardziej konkurencja z cyklu “100 aut na 100 km podlaskiej marszruty”, czyli w sumie jednak niewiele. Ponadto – ku zaskoczeniu niektórych – profil trasy nie jest taki całkowicie spłaszczony. Owszem – większych podjazdów trudno w okolicy oczekiwać, ale kilka przysparzających dodatkową porcję urozmaicenia maciupeńkich zmarszczek jednak się przytrafiło.

Żeby nie było tak całkiem sielankowo – swoje trzy grosze postanowili do naszej zabawy dorzucić drogowcy, którzy po równo rocznej przerwie 2 dni wcześniej powrócili na modernizowany odcinek drogi wiodącej do granicy z Białorusią. W odpowiedzi na właśnie wprowadzony ruch wahadłowy (my to czasem mamy szczęście!), część Uczestników wykupiła u kierujących ruchem pierwszeństwo przejazdu, część skorzystała z usytuowanej po lewej stronie ścieżki rowerowej, a część uznała, że to pewnie powstaje aleja kolarskich sław – i w lanym na gorąco asfalcie odcisnęła swoje ślady. Trochę było przy tym śmiechu, trochę improwizacji – ale najważniejsze, że wszyscy przebrnęli przez tą niespodziewaną przeszkodę bez szwanku. A następnie pomknęli tam, gdzie maszty sieci komórkowej tylko czyhają, by w znajdujących się w pobliżu telefonach zaszczepić białoruski roaming.

Na przygranicznym szlaku nie tylko czas płynie inaczej. Na bufecie w Klukowiczach – zamiast spotykanych czasem pośpiechu i poddenerwowania – beczka żartów i pełen luz. To niechybnie oznaczało, że lada chwila tempo zacznie rosnąć. Jednak ani z przodu, ani z tyłu peletonu wielkiej presji na wynik nie było, a przyjemność ze wspólnej jazdy owszem. Niby na ostatnich 30 kilometrach do głosu zaczęli dochodzić harcownicy, ale wszystkie akcje spotykał ten sam smutny koniec. Jeszcze ostatnia “górka” próbowała wprowadzać element zamieszania, jednak losy sportowej rywalizacji miały tak naprawdę rozstrzygnąć się dopiero na ostatniej prostej, która przez finiszowe 500m wznosiła się delikatnie. Trud długiego finiszu najlepiej zniósł Jarosław Kołodziejczyk (Brzoskwinia, Cyklo Jura Zabierzów), drugi był Mirosław Szraucner (Grupetto Lubliniec), a trzeci Piotr Dymowski (Biała Podlaska, Grupa KGB). W pierwszej grupie przyjechała też najszybsza tego dnia Ewa Mikołajczyk, a chwileńkę później Lukrecja Siennicka (obie Biała Podlaska, Grupa KGB). O III miejsce i jednocześnie prymat wśród Zapalonych Frajdowczyń pojedynek stoczyły Anna Satkiewicz (Giżycko) oraz Barbara Pasik (Ostrowiec Świętokrzyski, Kuźnia Charakteru).

Wszystkim Uczestnikom dziękujemy za świetną wspólną zabawę oraz gratulujemy osiągnięć o sportowym zabarwieniu!

Za wsparcie przy organizacji składamy natomiast uprzejme podziękowania Gospodarzom wydarzenia (czyli Miastu Siemiatycze i Powiatowi Siemiatyckiemu), Partnerom całego Cyklu (MartombikeGoggleDeli Tire) oraz Patronom (Ministerstwo SportuPolska Organizacja TurystycznaPTTKRowerem przez PolskęMagazyn bikeBoard i Velonews.pl).


📸 Kamila Zawadzka 📸 Dzięki!