Racibórz



Rok mamy w sam raz taki, że wyjazdy zagraniczne znów stały się dobrem rzadkim, by nie powiedzieć „luksusowym”. Dlatego skoro nadarzyła się odpowiednia okazja, to do naszego cyklu „po Polsce” postanowiliśmy wpleść wątek międzynarodowy i zabrać Was na wycieczkę… do Czech! Dawkowanie Wielkiego Świata było jednak umiarkowane i ostrożne – tak na wszelki wypadek, żeby ktoś się nie zachłysnął i nie zapragnął pozostać „po tamtej stronie” na dłużej ;) Niniejsze obawy nie były tak całkiem pozbawione podstaw, bo przygraniczne tereny prezentują się bardzo przyjemnie (przy czym po czeskiej stronie krajobraz jest mocniej pofalowany) – a że pogoda dopisała, to spodobały się podwójnie. Czas na drugą część weekendu opolsko-śląskiego – oto Wrześniowe Kompozycje Krajobrazowe!

Na wszystkich którzy wybrali niedzielny rajd śląski z bazą w Raciborzu atrakcje czekały rozmaite. Oprócz czystego powietrza i krystalicznego błękitu nieba ;), tym razem motywem przewodnim zabawy była niecodzienna zmienność i zawiłość trasy. Jak na nasze standardy kluczenia było co niemiara, a liczne zakręty, uskoki i odbicia czyhały gęsto, nieustannie absorbując czujność startujących. Takie “kryterium uliczne” na dużej pętli. Dość powiedzieć, że na dystansie 105 km zostało naniesionych ponad 40 serii oznakowania, gdy zazwyczaj mieścimy się w 20-30, a niedawno na Podlasiu było…. 10 (z czego 3 niepotrzebne).

Choć ukształtowanie terenu wskazywało raczej na rajd o stadnym obliczu, to przewidywania te w rzeczywistości różnie się sprawdziły. Owszem – na czele uformowała się liczna grupa, której pomimo 3-4 mocnych szarpnięć nie udało się specjalnie rozerwać. Z drugiej strony – Szybkościowcy jechali bardzo płynnie, czujnie i z odpowiednią porcją luzu, dzięki czemu było towarzysko i nie nerwowo. Z kolei u Zapaleńców po przetasowaniu na pierwszych kilku kilometrach ułożyły się 3 osobne grupki, którym najzwyczajniej razem było raźno i pod rękę. Podobnie rzecz się miała u Rekreacyjnych, którzy jednak dość szybko przepołowili się na jadących dystans pełny i skrócony.

W kontekście trudności „obiektywnych” fajerwerków może nie było, ale parę odcinków wymagało sięgnięcia głębiej do pokładów energii – kilkuprocentowe podjazdy rzędu 0,5-2 km, króciuteńkie przewieszki z nachyleniem 10%, ale przede wszystkim naprzemienne hamowanie i rozpędzanie na powrót do prędkości „przelotowej”. Do tego co rusz dochodziły różne “rozpraszacze” – a to gotowe do skoku czołgi, a to imponujące rozmiarami wiatraki, a to pola wysokiej kukurydzy… Nic tylko pstrykać słitfocie, selfiaczki a w ostateczności nieco pretensjonalne landszafciki. Nawet wdzierające się na drogę łachy piachu mogły się podobać – oczywiście pod warunkiem stosownej redukcji prędkości, zgodnie z wymalowanymi znakami (o ile nam wiadomo, nikt w tych newralgicznych miejscach w żaden sposób nie ucierpiał – może poza kilkoma przypadkami przestrzelenia w pole jednego czy dwóch zakrętów).

Pomimo iż przygraniczne tereny wielu Uczestnikom były dobrze znane, to kilkoma fragmentami udało się zaskoczyć niemal wszystkich. I to chyba szczególnie pozytywnie, bo takie „rarytasy” jak Bela-Zavada (czy szerzej Chuchelna-Hlucin), Hat’-Krzyżanowice czy Grabówki-Odra smakują wyjątkowo dobrze. Pewnym optymizmem napawa też fakt, że zanosi się na poszerzenie okolicznej sieci drogowej o kolejne asfaltowe dywaniki – pytanie tylko, czy rowerzyści wygrają na nich z błocącymi na lewo i prawo maszynami rolniczymi…? Szczęśliwie coraz więcej nowej nawierzchni pojawia się w okolicach Lubomi i Pogrzebienia, którędy to przebiegają finałowe kilometry naszej rundy.

Trudno powiedzieć, czy finisz „po gładzi” będzie miał tyle samo uroku co ten obecny, ale na razie martwić się jeszcze nie trzeba. Póki co scenariusz ostatnich 2.300 metrów sprawdza się znakomicie, bo wjazd pod punkt widokowy jest na tyle łatwy, że po 100-kilometrowej rundzie wciąż spokojnie osiągalny dla każdego – a jednocześnie na tyle wymagający, że kilku-, kilkunastosekundowe różnice pozwalają „sprawiedliwie” ustalić kolejność na mecie. Pomimo swej umiarkowanej trudności, podjazd cieszy się lokalnie sporą popularnością i po prostu w dobrym tonie jest mieć na nim przyzwoity czas!

W tym roku finałowe metry na Pogrzebieniu napędzał łowca większości górskich skalpów edycji GPA 2020, czyli Mateusz Skarżyński (Kraków, bikeBoard), który wygrał również i tym razem. Jako drugi kreskę przeciął Daniel Smolarz (Błażejowice, Gomola Trans Airco), a jako trzeci – identycznie jak przed rokiem – Mateusz Małkowski (Wodzisław Śląski, Centrum Dietetyki i Poradnictwa Żywieniowego). Wśród Pań najszybsza okazała się Klaudia Kowalska (Siedliska), druga była Roksana Orzyszek (Rydułtowy), a trzecia – Natalia Dąbrowska (Opole).

Wszystkim Uczestnikom dziękujemy za wspólnie spędzony czas, dużo luzu i świetną zabawę oraz gratulujemy wyników i pozytywnej energii!

Za wsparcie przy organizacji składamy natomiast uprzejme podziękowania Gospodarzom wydarzenia (czyli Miastu Racibórz i OSiR Racibórz), Partnerom całego Cyklu (MartombikeGoggleDeli Tire) oraz Patronom (Ministerstwo SportuPolska Organizacja TurystycznaPTTKRowerem przez PolskęMagazyn bikeBoard i Velonews.pl).


📸 Paweł Okulowski / IGW Studio 📸 Kasia Skarżyńska (dekoracja) 📸Dzięki!