GPA kujawsko-pomorskie – Tuchola, 28 września 2025




Na szesnasty, finałowy etap w tegorocznej edycji pojechaliśmy Tam Gdzie Szumią Bory – czyli na pełną jesiennego uroku rundę ze startem i metą w kujawsko-pomorskiej Tucholi. Okazało się, że grono chętnych do sprawdzenia „czy to aby już naprawdę koniec” było nadspodziewanie liczne (w efekcie musieliśmy nawet wcześniej zakończyć zapisy) i na zrobienie tym razem kolarskiego szumu wyruszyło równo 260 kół i opon! 🥳🚴‍♀️🚴‍♂️

Jak na niedzielny poranek przystało – po otwarciu wrót do biura zawodów na dziedzińcu gościnnego jak zawsze tucholskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji pojawiły się jedynie pierwsze ranne ptaszki. Pozostałe 80% solidarnie upodobało sobie przyjazd na godzinę 10 – i przebieg spraw nabrał zupełnie nowego tempa! Szczególnie że jedni w domowych czeluściach zagubili gdzieś numery startowe, drudzy koniecznie musieli zmienić dystans lub grupę szybkościową – a jeszcze inni na tegoroczne rajdy rejestrowali się tak dawno, że aż na koniec… zapomnieli dodać Tucholę! Ale dzięki temu jeszcze przed startem osiągnęliśmy pierwszy wspólny sukces, bo całe zamieszanie udało się opanować notując jedynie kwadrans poślizgu 😄

Rychło po starcie wyszło za to na jaw, że o naszej zabawie nie zapomniał również wiatr i ponownie postanowił się przyłączyć. Wiało raczej nietypowo, bo z północnego wschodu – wobec czego Dystans Rekreacyjny już od początku musiał ostro wziąć się do pedałowania, a Sportowy i Podróżniczy miał przez 10km odrobinę złudne przeświadczenie, że „dobrze jest – widocznie noga podaje i pójdzie jak z bicza strzelił”. Nie do pozazdroszczenia była zatem sytuacja, w której ktoś z różnych względów odłączył się od grupy i na otwartej przestrzeni musiał walczyć „na solo”… Szczęśliwie tuż za Gostycynem z odsieczą i osłoną przybył gęsty las, który sprawił że przepiękny fragment przez Piłę-Młyn i Zamrzenicę aż pod Klonowo można było przejechać z autentyczną przyjemnością 🤗

Kolejne kilometry upływały pracowicie, natomiast sądząc po żywiołowych reakcjach na punktach kontrolnych – bardzo pozytywnie i wesoło! Wrześniowe słońce może nie grzało nazbyt intensywnie, ale toczyło zaciekłe pojedynki z tabunem kłębiastych chmur i przez większość czasu tryumfalnie rozświetlało malowniczą okolicę. Do środkowej części trasy udało się też wpleść kilka nowych i niekiedy zaskakujących elementów, z których trzy miały szansę zapaść w pamięci na dłużej. Najpierw „droga której nie było” (i wciąż próżno szukać na niektórych mapach), czyli nowiutki, 3,5-kilometrowy fragment z Bysławka w stronę Lubiewa. Następny taki dywanik zakwitł na schowanej za Jeziorem Zaleskim bocznej drodze przez Lipienicę. Z kolei kawałeczek dalej trzeba było wśród polnej głuszy pokonać po wściekłym bruku mały mostek przerzucony nad torami kolejowymi – jakże inne to były wrażenia od zwykłego przejazdu, niechby nawet dziurawego! 🙃

Osobnej, choćby tylko króciutkiej wzmianki wymaga wspomnienie o dodatkowej pętli przyszykowanej na potrzeby Podróżników. Na liczącą niespełna 170km trasę tym razem wybrało się 9 śmiałków – ale jeśli będziecie mieli okazję, to naprawdę warto zapuścić się w tamte strony! Przez bardzo ładne okolice Drzycimia mieliśmy już okazję prowadzić dystans Sportowy, natomiast potem robi się jeszcze ciekawiej. Najpierw Żur nad Wdą z pobliską elektrownią wodną, następnie przypominający „małą Toskanię” odcinek Brzeziny-Miedzno, potem kawałek drogi relacji Osie-Warlubie z „wbudowanym” pasem lotniskowym (można poznać po przepastnych parkingach z lewej i prawej strony) – i wreszcie kapitalny, około 10-kilometrowy fragment w leśnej kniei do Jeżewa. Na deser jeszcze „przelot” nad kanałem Wdy w Gródku zakończony jednym z dłuższych podjazdów w okolicy 🙂

Końcowe 35km były już wspólne dla wszystkich dystansów – i z krajobrazowo-rekreacyjnego punktu widzenia ten powrót do Tucholi niezmiennie uważamy za prawdziwy kolarski sztos! Poczynając od nieco zbyt szybkiego przejazdu po moście nad Jeziorem Wierzchy (niestety leży w obniżeniu i na rozglądanie pozostaje przeważnie kilka sekund – jeśli w ogóle), przez pięknie pofalowany i dość wymagający fragment Wierzchy-Zdroje-Trzebciny – aż po niekończącą się, 20-kilometrową strzałę przez serce Borów Tucholskich (ze smakowitym, dynamicznym finiszem na granicy miasta). Jako że wspominany wcześniej wiatr przybrał tutaj bardzo sprzyjającą postawę, to finałowe kilometry upływały błyskawicznie. Spomiędzy zębatek strzelały iskry, z hukiem pękały osobiste rekordy, a segmenty uginały się od napływu nowych nazwisk w czołówkach. Łupem ochoczo nacierających Szybkościowców padła też większość zlokalizowanych po drodze KOMów – ale mieliśmy wrażenie że gdyby nie linia mety, to spora część Uczestników z chęcią dołożyłaby w takich warunkach kolejne 30-50 kilometrów 😄💪

W tym miejscu nie pozostaje zatem nic innego, jak wesoło podziękować za bardzo frajdownie spędzoną niedzielę, pełną zarówno sportowych wrażeń, jak i krajoznawczo-podróżniczych akcentów. Gratulujemy ukończenia zmagań na tej wcale nie tak łatwej trasie (która zwłaszcza w środkowej części wymagała sporo determinacji), ale przede wszystkim znakomitej kolarskiej atmosfery godnej zakończenia tegorocznej edycji 😃👏🏆 (bliższe szczegóły dotyczące sportowej rywalizacji można sprawdzić w tabeli poniżej 👇)

Serdeczne podziękowania składamy również naszym Gospodarzom, Partnerom i Patronom cyklu oraz wszystkim, którzy przyczynili się do powodzenia rajdu 🙂💙👍 Na słowa uznania i wdzięczności zasłużyli w szczególności:

=> Gospodarze RajduGmina Tuchola oraz Ośrodek Sportu i Rekreacji w Tucholi

=> Partnerzy całego Cyklu: Carlsberg Polska (marki ŻATECKY i SOMERSBY), MJProTour – wyjazdy i treningi kolarskie, Deli Tire PolskaSport Konsulting / POLAR Polska, GOG EyewearDandy Horse WheelsNa Osi – Trening & DietetykaEKOI Polska oraz VeloPlanner

=> a także PatroniMinisterstwo Sportu i Turystyki oraz Polska Organizacja Turystyczna




📸 Piotr Ostachowski (Exploremore) 📸