Na niedzielne poszukiwania Skarbów Południa wybraliśmy się do Małopolski Gospodarzem etapu absolutnie premierowo były Miasto i Gmina Czchów oraz Miejski Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji. Pierwsze trofea znaleźliśmy jeszcze przed startem – i było ich wcale niemało! Raz – że tutejszy Rynek jest zielony i parkowy (zamiast „nowocześnie” betonowy)
Dwa – że na zalesionym wzgórzu poniżej Rynku dumnie prezentuje się odrestaurowana ze smakiem zamkowa Baszta, do której zawsze warto wybrać się na przyjemny spacer
Trzy – że po rzęsistych opadach o poranku coraz śmielej zaczęło wychodzić słońce, które obiecało w trymiga osuszyć przemoknięte asfalty i swoim blaskiem rozświetlić nam dzień (nie przygrzewając przy tym zanadto).
Bo gwoli wyjaśnienia trzeba przyznać wprost, że przy okazji debiutanckiej wizyty w Czchowie i na „sądeckim przedbeskidziu” – w sposób niezupełnie zamierzony – wyszedł nam jeden z najtrudniejszych rajdów w dotychczasowej historii (o ile nie najtrudniejszy, przynajmniej w kategorii „liczb bezwzględnych”) Podczas gdy dzień wcześniej na etapie podkarpackim przez drogowe remonty wyszły nam „ze 2 górki mniej”, to na etapie małopolskim te „2 górki” wróciły z nawiązką. I tak oto na dystansie Sportowym z 2.000m przewyższenia zrobiło się 2.400m (na 108km), na Podróżniczym 4.200m (na 201km), a Rekreacyjny okazał się być głównie z nazwy (1400m pionu na 75km). Łaskawość pogody była więc wysoce wskazanym i nieocenionym elementem zabawy
Oczywiście wszyscy którzy odważyli się stanąć na starcie za nic mieli przestrogi i zapowiedzi, więc gdy tylko kościelny zegar wybił 11 ochoczo ruszyli na podbój okolicznych górek. Co więcej – początek był zwodniczy i stosunkowo łatwy, bo 2 ząbki do Tymowej, legendarna serpentyna z Tymowej do Iwkowej i kolejny ząbek w Michalczowej to zaledwie elementarz falowania po pagórkach – tym bardziej, że okraszony pysznym i długim zjazdem oraz dającymi wiele oddechu wypłaszczeniami. Pierwsze 25km upłynęło więc podejrzanie przyjemnie, a niektórzy nieco na wyrost nabrali przeświadczenia o niespodziewanym przypływie znakomitej dyspozycji
Prawdziwy rollercoaster zaczął się za Stańkową, gdy drogi zwęziły się o połowę, nachylenie nabrało na intensywności, a po kilku czy kilkunastu minutach… świat w dole pokazał się taki maleńki! Przed ponownym kontaktem z cywilizacją zapachniało palonymi tarczami i klockami hamulcowymi – choć na szczęście znów nikomu nie przyszło sprawdzać granic fizyki i obyło się bez medycznych interwencji Scenariusz „góra-dół, góra-dół” (bez wytchnienia) powtórzył się jeszcze 3 razy, po czym nastąpiło uspokojenie, bufet, poprawka na pobudzenie krążenia – i finałowa wspinaczka części zasadniczej
Możecie wierzyć lub nie, ale każdy z podjazdów wytyczony był z myślą o towarzyszących doznaniach widokowych. Rozległe panoramy, spoty jak z bajki, kołyszące się w dole łany zbóż, leśne tunele, owocowe sady, szlak śliwki sechlońskiej… – to wszystko miało odciągnąć uwagę od wyświetlanych na liczniku procentów. Zresztą – Stańkową można było podjechać na świeżości, szlak śliwkowy – na zapachu, Dobrociesz – rozpędem, Wojakową – w poszukiwaniu stacji narciarskiej, a Góralowy Dzioł – na zapasach z bufetu. Trzeba więc było na zakończenie części zasadniczej wymyślić coś, co choć trochę spowolni nawet największych harpaganów [dwóch i tak nam umknęło] – i może zostanie na dłużej w pamięci W sam raz z pomocą przyszedł tu alternatywny podjazd na punkt widokowy Rozdziele-Widoma. Alternatywny, bo na górę równie dobrze można wjechać drogą wojewódzką – ale po co się pchać między autami, skoro można sobie urozmaicić
Żeby nie było – Podróżnicy też mieli swoje ścianki, wyzwania oraz akcenty przygodowe (jak choćby drewnianą kładkę nad Dunajcem, betonowe płyty na Babiej Górze czy dwa odcinki „terenowe”). Jako jedyni wspięli się na 700m npm (pozostali na 500-550m), a na osuszenie policzków mieli na swej trasie np. szeroki i niczym nieskrępowany zjazd do Paleśnicy.
Ze wspomnianego Rozdziela do mety w Czchowie jechało się już głównie w dół – przez Żegocinę, Rajbrot czy Wojakową. Owszem – po drodze były jeszcze jakieś ząbki (żeby nogi do końca nie wystygły), a z Połomu Małego pod górę wiodła nawet całkiem zgrabna serpentynka, ale koniec rajdu zbliżał się w zastraszającym tempie. Nieuchronnie nadchodzący smutek i tęsknotę za przebytymi podjazdami próbował jeszcze przegonić finałowy podjazd przez Kozieniec. I najwyraźniej mu się to udawało, bo finiszową kreskę zawodnicy w znakomitej większości przekraczali z nieopisaną radością!
Z rozmów i pogawędek przy akompaniamencie zorganizowanego przez Gospodarzy lokalnego festiwalu przysmaków wiemy, że wielu osobom etap ten na długo zostanie w pamięci, a cierpienie na trasie po minięciu linii mety przerodziło się w ogromną satysfakcję. Tym większe składamy Wam gratulacje za wielkie serducho w dążeniu do szczęśliwego końca i pięknie dziękujemy za wspólnie spędzony dzień Oczywiście pozostajemy także w głębokim uznaniu dla wyników osiągniętych w ramach sportowej rywalizacji – zwłaszcza w przypadku laureatów w poszczególnych kategoriach
(wyniki zmagań można znaleźć w tabeli poniżej).
Ponadto serdeczne podziękowania składamy naszym Gospodarzom, Partnerom i Patronom cyklu oraz wszystkim, którzy przyczynili się do powodzenia rajdu – na słowa uznania i wdzięczności zasłużyli w szczególności:
=> Gospodarze Rajdu: Miasto i Gmina Czchów oraz Miejski Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji
=> Partnerzy całego Cyklu: MJProTour – wyjazdy i treningi kolarskie, Carlsberg Polska (marki GARAGE i SOMERSBY), Dandy Horse Wheels, GOG Eyewear, Na Osi – Trening & Dietetyka, Deli Tire Polska, ADAMOT.pl oraz MARTOMBIKE
=> a także Patroni: Ministerstwo Sportu i Turystyki, Polska Organizacja Turystyczna, Małopolska Organizacja Turystyczna, Rowerem Przez Polskę oraz Samorząd Województwa Małopolskiego.
ERR – błąd trasy
DNF – nieukończenie rajdu
Foto: Piotr Ostachowski / ExploreMore oraz Łukasz z Gold-rent.pl






































































































































