GPA małopolskie – Myślenice, 30 maja 2021



Na drugą część premierowego weekendu edycji 2021 zawitaliśmy w Beskid Wyspowy, do Myślenic. Chciałoby się napisać „na drugą odsłonę” – rzecz jednak w tym, że odsłoniło się niewiele. Matka Natura najwyraźniej umyśliła sobie postawić na intensywne doznania i na pogodowej huśtawce nie zamierzała oszczędzać nikogo. Może godzinowo w niedzielę ułożyło się to nieco inaczej niż w sobotę, ale efekt końcowy był podobny – jeśli ktoś na koniec rajdu miał gdzieś sucho i ciepło, to prawdopodobnie tylko w bidonie.

Ale źle nie było – co to, to nie! Nastroje od początku były dziarskie i waleczne, choć zdarzały się i momenty zwątpienia. Gdyby posklejać komentarze Uczestników, dzień w skrócie można by zrelacjonować tak: „Myślałem że podjedziemy, odbierzemy pakiety startowe, wypijemy kawkę, trochę pożartujemy – a może nawet chwilę pokibicujemy. A tu się twardo wszyscy przebierają, rowery wyciągają… – i ani się człowiek obejrzał, jak było po starcie! Deszcz przeszkadzał przez kilka pierwszych minut – później się przyzwyczaiłem, a wkrótce uspokoiło się prawie aż do końca (kiedy to dolało nam za wszystkie czasy). Trasa bombowa, chociaż trudna – więc dostaliśmy w kość podwójnie. Widoków trochę poskąpiło, ale jak się przejaśniało, to parę fotek udało się ustrzelić. Przez te warunki to jazdę zapamiętam na długo – ale było warto i w sumie bardzo fajnie! PS. Szosą po mokrym też da się jeździć!”

Optymizm przeważał, bo łatwej przeprawy nikt nie oczekiwał. Ci, którzy mieli wątpliwości – pewnie na wszelki wypadek zostali w domach, albo wybrali krótszy i łatwiejszy wariant trasy. Widokowych atrakcji i sportowych wyzwań nie brakowało, choć mimo zbliżonego poziomu trudności, to w porównaniu z sobotą runda miała bardziej „wyważony” charakter. Owszem – Kornatka czy Krzyworzeka też stawiały do pionu (a Kobielnik w końcówce podobno przyjaciół nam nie przysporzył), ale takich zwrotów akcji jak pod Koczym Zamkiem to jednak nie było. Nachylenie o wiele częściej oscylowało wokół 8%, czego przykładem choćby Przełęcz Rydza-Śmigłego, Wierch Lipowe, Porąbka z Dobrej czy większość terenu nad jez. Dobczyckim.

Najwięcej do zwiedzenia mieli oczywiście Podróżnicy, którzy przez Wysoką (najwyższy punkt trasy, 802mnpm) przedostali się z Beskidu Wyspowego w Sądecki, gdzie zupełnie nieoczywistymi drogami zaliczyli Pętlę Pełną Przygód (Sebastian na Zakiczniu to nawet kwiatki wyzbierał na łące!). Lekko ponad 3.000m przewyższenia na 164-kilometrowej trasie pozwoliły przy okazji przetestować pewne ustawienia taktyczne. Bezkonkurencyjny w Szczyrku Jarek Kołodziejczyk tym razem zasłużył na kompana wędrówki (Michał Kaczura) – i Panowie razem beztrosko kręcili sobie z przodu przez długie kilometry, co w efekcie końcowym przyniosło im… odpowiednio trzecią i drugą lokatę! Niedaleko bowiem przed metą kolegów dogonił lis klasy ultra Paweł Mamcarczyk – i na finiszu nie zmarnował okazji. Swoją drogą ciekawe, że mimo tylu trudności na trasie, 6-godzinna rywalizacja rozstrzygnęła się z trzyosobowego sprintu [i po co tyle jeździć!?]. Z kolei znakomita większość Podróżników – póki starczyło sił i niezawodności sprzętu – frajdownie starała trzymać się razem. Rozmaite okoliczności sprawiły jednak, że z upływem czasu więzi popękały, a niektórzy docierali do Myślenic zupełnie w pojedynkę.

Samotnie na finiszu zameldował się również Tomasz Franczyk, który po akcji na Kobielniku nie odpuścił i w nagrodę okazał się tego dnia najszybszy na Trasie Sportowej. W sprincie po II miejsce głowę na chwilę stracił Łukasz Kogutowicz i zaatakował lewą stroną, co poskutkowało przesunięciem na koniec stawki. Przypominamy, że jazda przeciwległym pasem i przekraczanie osi jezdni są zabronione – szczególnie podczas „finiszu w grupie”! Na szczęście Łukasz okazał się rozsądnym kolarzem, reprymendę przyjął z pokorą i obiecał regulaminowo odegrać się przy kolejnej okazji. Natomiast w tej sytuacji „srebro” wywalczył Mateusz Skarżyński, a „brąz” reprezentant Gospodarzy Marcin Rachwał. Co ciekawe – podobnie jak dzień wcześniej – 8-osobowa czołówka przez większość trasy kręciła zgodnie, szybko i z zachowaniem potrzebnej ostrożności, a o losach rywalizacji zadecydowały dopiero ruchy na ostatnich kilometrach. Co jeszcze ciekawsze – tak licznej grupy nie było już na kolejnych pozycjach, gdzie jeszcze daleko przed bufetem „wagoniki się porozjeżdżały”, a w żadnym nie kręciło zdaje się więcej niż 4-5 kolarzy. Była zatem sposobność, by jadąc przez kilkadziesiąt kilometrów w duecie lub we trójkę po prostu bliżej się poznać ;)

Bardziej w kontekście radości i przetrwania niż sportowej rywalizacji patrzyli zapewne na rajd Frajdowcy Rekreacyjni oraz Panie. Ci pierwsi prawdopodobnie zresztą zwyciężyli w kategorii „zaliczonej frajdy”, bowiem mimo prysznica na starcie – w większości uniknęli o wiele mocniejszej porcji opadów popołudniowych. Z kolei Śmiałkiń tego dnia naliczyliśmy 4, z czego 2 porwały się na dystans sportowy (Asia Garlewicz ukończyła jako pierwsza, a Barbara Kuklewicz jako druga), a 2 na rekreacyjny (ale zarówno Małgorzata Czaja jak i Ania Leszczyńska szalały dzień wcześniej w Szczyrku!). Po wyczynach w rajdzie śląskim na najkrótszy dystans zdecydowali się również Łukasz Kobus i Wojtek Gawliczek, czego potem trochę żałowali, bo ledwo obeschli i się rozgrzali, a już było po finiszu ;)

Wszystkim Uczestnikom bez wyjątku bijemy brawa za pozytywną energię, włożony wysiłek i wielki hart ducha w dążeniu do mety oraz dziękujemy za bezpieczną jazdę, niezapomniany dzień i wspólną zabawę – jesteśmy pod wrażeniem i zapraszamy przy kolejnej okazji!

Za wsparcie przy organizacji składamy natomiast uprzejme podziękowania Gospodarzom wydarzenia (czyli Miastu i Gminie Myślenice oraz Powiatowi Myślenickiemu), Partnerom całego Cyklu (FALCON WheelsGOG EyewearMartombikeDeli Tire, ActivLabRadello) oraz Patronom (Ministerstwo SportuPolska Organizacja TurystycznaRowerem przez PolskęMagazyn bikeBoardVelonews.pl i Cykloturysta.pl)


Foto: Piotr Ostachowski 📸 (dzięki za współpracę!)