GPA warmińsko-mazurskie – Szczytno, 20 czerwca 2021



Okoliczności niedzielnego rajdu warmińsko-mazurskiego były zaSzczytnie zbliżone do panujących dzień wcześniej w Goniądzu. Było więc gorąco, wręcz upalnie (noc minęła nadaremnie, bo żadnej większej ulgi w temperaturze nie przyniosła); zieleni drzew i lasów nie brakowało, ale cienia i schronienia nie dawały one niestety tyle, ile człowiek (a zwłaszcza kolarz) by sobie życzył; było dosyć płasko, a pagórki czy wzniesienia nie dolewały oliwy do ognia, ani nie odgrywały większej roli (może poza finałowym kilometrem czy dwoma ;) ); wody połyskującej w promieniach czerwcowego słońca też niby było pod dostatkiem – tylko nijak nie dawało się z jej dobrodziejstw skorzystać. Niemniej podbudowani heroicznym euroremisem na hiszpańskiej ziemi wszyscy energicznie stawali do startu – szkoda jedynie, że z różnych przyczyn wykruszyło się nam kilkoro Uczestników wstępnie nastawionych na jazdę przez cały weekend [pozdrawiamy!]. Natomiast ci, którzy postanowili wystartować w obydwa dni raczej zgodnie przyznawali, że zmęczenie dało się we znaki i jechało się ciut ciężej…

Przekornym przykładem okazał się tu Adam, który po wchłonięciu biebrzańskiej 200-tki na Kamionek przyjechał o poranku z Olsztyna bezpośrednio rowerem, mocno nastawiony na kolejną, tym razem mazurską przygodę. Wiedząc że czeka go jeszcze powrót ochoczo mobilizował, by 12 apostołów (w tym 2 apostołki) możliwie bez ociągania wystartowało na liczącą 199km rundę, której pierwsza część…. zupełnie nie pokrywała się z tym, na co dwie godziny później mieli wyruszyć wszyscy pozostali. Zatem kto wie – może z przejazdu przez Puszczę Piską oraz przez będącą w rozbudowie trasę „Rowerem po Kolei” skorzystamy dla odmiany przy następnej wizycie? Wartych grzechu odcinków w takim wariancie nie brakuje, więc jest to z pewnością kusząca alternatywa!

Na trasie sportowej i rekreacyjnej wiele się od zeszłego roku nie zmieniło, co pozwoliło niektórym jechać swobodniej i z większą pewnością. Owszem – miejscami dolali asfaltu (głównie na skrzyżowaniach), miejscami dosypali żwiru (nieszczęsny fragment przez Lipowiec) – ale ogólnie rzecz biorąc runda była taka, jaką ją organizator stworzył ;) Jednym słowem? Absorbująca! Jednym zdaniem? Przyjemna, widokowa, dynamiczna! Najładniejszy i jednocześnie najszybszy fragment wypadł między Zieleńcem a Jedwabnem (z przerwą na kilkaset metrów krajówki w Wielbarku i bufet nad jez. Konik). Przedtem i później trzeba się było jednak dobrze pilnować – a to żeby nie nawinąć na koła za wiele wspomnianego żwiru, a to żeby godnie przyjąć progi w Pasymiu i Dźwierzutach, a to żeby nie złapać jakiejś dziury w drodze na Orzyny (ani bezpańskiego psa). I wreszcie najważniejsze – by dobrze wyjść z zakrętu w Nowych Kiejkutach ;)

Bo mimo całej serdeczności i jedności w kolarskiej niedoli – fajnie jest przecież na koniec wyrzucić w górę ręce w geście tryumfu! Tym razem sztuka ta udała się młodziutkiemu Łukaszu Jarominowi (Olsztyn), który dwa lata temu przemierzając za tatą wersję MINI najwyraźniej przyjął sobie za punkt honoru, że kiedyś przetnie u nas kreskę jako pierwszy – i trzeba przyznać, że niewiarygodnie szybko mu poszło! Zwłaszcza, że w pokonanym polu zostawił kilku dobrych walczaków – dość wspomnieć, że drugi był Michał Sawicz (Pępowo, Bogdziewicz.Team), a trzeci Sebastian Tereszczenko (Leśniakowizna, Retro Stork). W pierwszej grupie na metę wjechało w sumie 14 zawodników, w tym regularnie zbierający laury w kategorii „Wiecznie Młodzi” Henryk Jankowski z Sochaczewa.

Wśród Pań role zostały nakreślone już na etapie listy startowej. Znakomitej jazdy nie sposób odmówić Kasi Andrzejczuk (Ożarów Mazowiecki, iFon Kolarz Klub), ale „rywalki” tego dnia miały różne priorytety. Druga na mecie Sylwia Naruszewicz (Olsztyn, Akademia Zdrowego Stylu Życia) testowała szosowe umiejętności świeżo nabytego rumaka ze stajni MTB, natomiast kolejne dwie Zawodniczki wspólnie wylewały poty na dystansie Podróżniczym. I to podobno właśnie za sprawą Ani Nagórskiej (Gdańsk, SWRS) i Agnieszki Stefańczuk (Warszawa) udało się zamknąć rajd jeszcze przed zmrokiem, bo towarzyszący im Panowie jakoś szczególnie na metę się nie spieszyli ;)

Czy tak rzeczywiście było, to pozostanie słodką tajemnicą bezpośrednio zainteresowanych – w każdym razie różnice czasowe po tych 199km sięgały 3 godzin. Najszybciej tego dnia z dystansem poradził sobie Marcin Romanow (Tomaszkowo, 6h 2m), kilka minut później dotarł Adam Wieczorek (Olsztyn), a po godzinie wspólnie zjawili Sebastian Gruszka (Gdańsk) i Mariusz Nowocin (Olsztyn).

Wszystkim Niedzielnym Rowerzystom pięknie dziękujemy za świetną zabawę oraz dzień pełen wrażeń i widocznych na zdjęciach emocji. Pozostajemy pod wrażeniem niespożytych pokładów Waszej energii oraz uporu w dążeniu do mety – i zapraszamy przy kolejnej okazji!

Za wsparcie przy organizacji składamy natomiast uprzejme podziękowania Gospodarzom wydarzenia (czyli bardzo przychylnej kolarzom Gminie Szczytno), Partnerom całego Cyklu (sponsorowi nagrody głównej – FALCON Wheels, sponsorom nagród etapowych – GOG EyewearMartombikeDeli Tire i dostawcom „magicznych eliksirów” – ActivLabRadello) oraz Patronom (Ministerstwo SportuPolska Organizacja TurystycznaRowerem przez PolskęMagazyn bikeBoardVelonews.pl i Cykloturysta.pl).


📸: Kamila Zawadzka (dzięki! 🤩)