Inauguracja sezonu wypadła nam rzęsiście! W obliczu zamieszania spowodowanego przekładaniem wiosennych rajdów na „pierwszy ogień” dość nieoczekiwanie poszedł zdecydowanie najbardziej wymagający w całej edycji weekend śląsko-małopolski, a kolarzy jako „najpierwszy” ze wszystkich ugościł Szczyrk. W niecodziennej jak na rowerowe zmagania scenerii – bo w Amfiteatrze usytuowanym tuż obok skoczni narciarskiej Skalite – od samego rana zaczęli gromadzić się śmiałkowie żądni przygód i wyzwań wysokiej próby. A w zasadzie najwyższej, bowiem tego dnia oprócz obiektywnie trudnej trasy swoje 12 groszy zamierzała również dodać zupełnie zwariowana pogoda.
Po obfitych opadach o świcie na czas startu sensownie się uspokoiło. Tuż po godzinie 9-ej – w sumie „na sucho” – na trasę wyruszyli Podróżnicy (150 km i ponad 3.000m przewyższenia). Startująca o 11 grupa zasadnicza (117 lub 75km, odpowiednio 2.200 i 1.300m przewyższenia) także wyruszyła pełna optymizmu i z nadzieją w sercach. Prognozy jednak nie pozostawiały wątpliwości i w ciągu dnia w dużej mierze się potwierdziły – deszcz (a nawet grad), wiatr (z początku lekki, ale w czasie opadów porywisty) i duże wahania temperatur (od 3 do nawet 15-18 stopni). Ale okresowo wyglądało także słońce – nudy nie było, oj nie! Komu upiekło się na zjazdach – ten walczył z żywiołem na podjazdach; komu podjazdy uszły na sucho – temu strugi wody przesłaniały świat na zjazdach… Jednych i drugi na trasie nie brakowało – kilka zmarszczek na rozgrzewkę do Przybędzy, następnie wypłaszczenie do Milówki i… już pierwszy podjazd pokazał pazurki! Z początku łagodny, niemrawy – z czasem nabrał na zadziorności (ostatni segment nosi uroczą nazwę Piekło Nieledwii). Jako ciekawostkę podajemy, że po osiągnięciu przełęczy podjazd można jeszcze przez chwilę kontynuować drogą w prawo – i tak naprawdę dopiero tam się robi stromo ;)
Podobnie sytuacja wygląda na Przełęczy Koniakowskiej, która prawdopodobnie była tu najbardziej spektakularnym i najtrudniejszym wyzwaniem (10-12% trzyma hardo, w porywach nawet i do 20%). Otóż można na niej zakończyć wspinaczkę i pomknąć ostrym zjazdem w dół – lub szarpnąć się na kolejne kilkaset metrów pod Koczy Zamek. Z pierwszej opcji skorzystali Uczestnicy Trasy przynajmniej-z-nazwy Rekreacyjnej ;), którzy po odkryciu za zakrętem co ich czeka aż podskakiwali i piszczeli z radości. Natomiast wszyscy pozostali ochoczo kontynuowali wędrówkę w górę, powoli wypatrując bufetu. W drodze na Przełęcz Koniakowską dochodziło też i do zabawnych sytuacji, a to dzięki „nieoczekiwanym” spotkaniom Trasy Sportowej i Rekreacyjnej – dzięki temu na zdjęciach widać na przykład, jak waleczna Małgosia sunie koło w koło z trzema pierwszymi harcownikami ;)
Od wspomnianych wcześniej bufetów trasy rajdów mocno się poróżniły. Rekreacyjni pomknęli lekko i swobodnie od Zaolzianki przez Stecówkę. Trasa Sportowa nabrała w płuca dużo leśnego powietrza na Krężelce, by spożytkować go później na Jaworzynkę, Jasnowice czy Olecki. Z kolei Podróżnicy podążyli dodatkowo na Rachowiec (przepiękny odcinek!), na polsko-czseko-słowacki Trójstyk i jeszcze okrążyli niemal ze wszystkich stron Kubalonkę (runda przez Stecówkę, Zaolziankę i prezydencki Zameczek). A na finał solidarnie na wszystkich czekał Salmopol, czyli najwyżej położony asfalt w dotychczasowej historii GPA (934mnpm)!
Finałowy podjazd prowadzi w górę bez ekscesów, za to długo i miarowo (nachylenie rzędu 6% przez 5 km). Niewątpliwie można go więc pokonać nawet na koniec bardzo trudnej drogi, choć określenie go „przyjemnym” może być pewnym nadużyciem – wiele zresztą zależy od tempa, w jakim się go pokonuje ;) Tym bardziej, że sportowa rywalizacja nabrała na tym odcinku rumieńców – aż słońce wyglądnęło z ciekawości. Jadąca dotąd zgodnie 6-osobowa czołówka pękła niemal od samego początku – i z różnym szczęściem każdy „jechał swoje”. Jako pierwszy linię mety przeciął Patrycjusz Urbanek (Wisła, Jas-kółka), drugi był Łukasz Pękala (Poznań), a trzeci Mateusz Skarżyński (Kraków, bikeBoard). Wśród Pań determinacji i waleczności na trasie oczywiście też nie zabrakło, ale różnice na mecie były już większe. Najszybsza okazała się Angelika Tlołka (Skrzyszów, Jas-kółka), druga była Asia Skorupa (Kraków, Innergy Team), a trzecia Klaudia Kowalska (Siedliska).
Emocji nie zabrakło też na Trasie Podróżniczej. Co prawda najszybszy tego dnia Jarosław Kołodziejczyk (Brzoskwinia, Cyklo Jura Zabierzów) pojechał w „innej lidze”, ale podążająca za nim grupa również spisała się na medal. W obliczu panujących warunków Panowie postawili na wspólną, bezpieczną i frajdowną jazdę – a rozgrzane kopyta postanowili sprawdzić na ostatnich kilometrach. Po drugie miejsce sięgnął Sławomir Socha (Wodzisław Śląski), a po trzecie Wojciech Gawliczek (Racibórz Cycling Team).
Brawa i owacje należą się bez wyjątku wszystkim Uczestnikom – za odwagę, za pozytywną energię, ale też za rozsądek na trasie i bezpieczną jazdę w trudnych warunkach. Wszystkim dziękujemy za wspólnie spędzony czas, dużo luzu i świetną zabawę oraz gratulujemy wyników!
Za wsparcie przy organizacji składamy natomiast uprzejme podziękowania Gospodarzom wydarzenia (czyli Miastu Szczyrk, Powiatowi Bielskiemu oraz Samorządowi Województwa Śląskiego), Partnerom całego Cyklu (FALCON Wheels, GOG, Martombike, Deli Tire, ActivLab, Radello) oraz Patronom (Ministerstwo Sportu, Polska Organizacja Turystyczna, Rowerem przez Polskę, Magazyn bikeBoard, Velonews.pl i Cykloturysta.pl).
Foto: Jacek Kliś 📸 (dzięki za współpracę!)